Jak bardzo reakcje ludzi potrafią mnie zaskoczyć.
Wyobraź sobie, że ktoś nieodpowiedzialny doprowadza
do sytuacji, w której może zbankrutować.
Rząd jest jednak cudowny - pożycza pieniądze z banku
centralnego, który drukuje pieniądze, aby tymi
spłacić zobowiązania banków.
Jaka jest pierwsza reakcja tłumu na fakt, że będzie
musiał za to zapłacić? Premiuje spółki, kupując
ich akcje, które sam sponsoruje poprzez podatki
(pomijam słuszne zakończenie sesji w USA).
Podobnie abstrakcyjnie inwestorzy reagują na zwolnienia
grupowe pracowników. Cieszą się bardzo, że będą
oszczędności, ale mało kto patrzy, że każdy pracownik,
to ogromny potencjał dla całego przedsiębiorstwa,
a to bez niego de facto mocno traci w perspektywie
czasu.
Moim zdaniem gospodarka Amerykańska plecie sobie
coraz grubszą linę, która niezmiennie oplata jej
szyję. Zostawmy jednak Amerykanów.
Nasza giełda niezmiennie przeżywa problemy. Najpierw
zobacz na szerokość rynku spółek tracących na wartości.
Aż 70% z nich wykazało negatywną tendencję. Nie ma
więc możliwości stwierdzić, że rynek ma siłę rosnąć.
Technicznie rzecz ujmując, indeksy wciąż znajdują
się pod opadającymi średnimi kroczącymi, które
z sesji na sesję spychają kursy akcji w dół.
Nie liczę, że sesja piątkowa w USA będzie w stanie
wlać nieco optymizmu w serca naszych inwestorów.
Dodatkowo wielką niewiadomą jest to, jak zachowa
się rynek Chiński po tygodniu przerwy związanym
ze świętem.
Sesja poniedziałkowa niesie ze sobą wiele niewiadomych.
Wiemy już, że plan Paulsona został uchwalony.
Zobaczymy, w jakim stopniu rynki się z tego 'ucieszą'.
Wciąż aktualne jest założenie, że po chwilowej
jedynie euforii związanej z uchwaleniem tego planu
i dystrybucji akcji na nieco wyższych poziomach
cenowych, rynki powrócą do spadku, by wykończyć
ostatnią falę tej odsłony bessy. Wtedy też jestem
skłonny podjąć decyzję o wejściu w rynek na nieco
dłuższy czas.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz